– Jeżeli człowiek w wieku 25-64 lat umiera w szpitalu, a jako przyczynę zgonu wpisuje się „nieznana” lub „niedokładnie określona”, to mamy do czynienia ze skandalem – przyznaje prof. Bogdan Wojtyniak, zastępca dyrektora NIZP-PZH. Z analiz przeprowadzonych przez tę instytucję wynika, że po 2015 r. w Polsce znacznie wzrosła liczba zgonów z powodów, które nie zostały sprecyzowane.

Oczekiwana długość życia kobiet w Polsce w 2018 r. to 81,7 natomiast mężczyzn 73,8 lat. – Niestety, w latach 2014-2018 te wskaźniki nie uległy istotnym zmianom. Nastąpiło więc wyraźne zahamowanie wzrostu długości życia mieszkańców Polski – zaznacza prof. Bogdan Wojtyniak, zastępca dyrektora ds. analiz i strategii w zdrowiu publicznym Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego – Państwowego Zakładu Higieny.

Mężczyźni w naszym kraju nadal żyją średnio o prawie 4,5 roku krócej niż wynosi przeciętna w Unii Europejskiej, 5 lat mniej niż obywatele Niemiec, a 7 lat krócej niż Szwedzi.

Niewielkie pocieszenie

stanowi fakt, że spowolnienie wzrostu długości życia nastąpiło także w wielu innych krajach europejskich oraz w Stanach Zjednoczonych i Kanadzie. Co więcej, na przykład w Niemczech między 2014 a 2017 rokiem nie zmieniła się długość życia kobiet, natomiast w 2018 r. średnia długość życia Niemek wynosiła 83,2 lata i była o 0,2 roku niższa niż w roku 2014.

– Przyczyny tego międzynarodowego, niekorzystnego trendu nie są jeszcze dobrze rozpoznane – mówił prof. Wojtyniak przedstawiając podczas listopadowej konferencji Kardiologia Prewencyjna w Krakowie* wnioski z analizy stanu zdrowia Polaków. – Bardzo poważne dyskusje ekspertów toczą się na ten temat między innymi Wielkiej Brytanii, a także w Stanach Zjednoczonych. Warto wnikliwie przyjrzeć się temu zjawisku.

Jak wyjaśnia zastępca dyrektora NIZP-PZH, w poszczególnych krajach dominujące przyczyny takiego stanu rzeczy są inne. W Stanach Zjednoczonych wskazuje się między innymi na wzrost liczby zatruć wynikających z nadużywania opioidów. Z kolei w Wielkiej Brytanii wśród powodów wyhamowania średniej długości życia mieszkańców tego kraju wymienia się ostatnio zmniejszone nakłady na pomoc społeczną.

Duże różnice między regionami

Ekspert zwraca także uwagę na utrzymujące się do lat duże zróżnicowanie regionalne pod względem długości życia w Polsce. W przypadku mężczyzn ta dysproporcja sięga prawie 8 lat. Według danych za lata 2016-2018, najdłużej żyje statystyczny mieszkaniec Sopotu (78,1 lat), a najkrócej – powiatu nidzickiego (70,3).

Pod tym względem w omawianym trzyleciu Sopot wyprzedził Rzeszów, który przed 2016 r. był miastem, w którym polscy mężczyźni żyli najdłużej. Teraz stolica województwa podkarpackiego spadła w tej klasyfikacji na drugie miejsce.

Wśród kobiet kobie ta różnica jest jest mniejsza i wynosi 5,4 lat. Między 2016 a 2018 rokiem najdłuższym życiem cieszyły się mieszkanki Tarnobrzega (84,3), a najmniejszą długość życia pań odnotowano w Chorzowie – 78,9 lat.

– Niestety, wciąż zastanawia fakt, że od wielu lat to właśnie mieszkanki Chorzowa żyją najkrócej w Polsce. Jest to zresztą problem dotyczący generalnie dużych śląskich miast. Warto wyciągnąć z tych wskaźników wnioski i zająć się rozwiązaniem tego problemu – podkreśla prof. Wojtyniak.

Umieralność możliwa do uniknięcia

Zwraca także uwagę na inny, bardzo ważny wskaźnik miarodajnie ilustrujący stan zdrowia społeczeństwa, a mianowicie umieralność do 75. roku życia z przyczyn, których jesteśmy w stanie uniknąć. Lista takich przyczyn została opublikowana na początku 2019 roku przez OECD i Eurostat. Klasyfikacja ta obejmuje, między innymi:

  • Zgony, których można było uniknąć wskutek skuteczniejszego zapobiegania – poprzez prewencję oraz efektywne interwencje w ramach zdrowia publicznego
  • Zgony z powodu chorób, które potrafimy dobrze leczyć.

– Oczywiście nie oznacza to, że zgony z tych powodów do 75. roku życia można w pełni wyeliminować. Chodzi natomiast o to, żeby było ich relatywnie mało – stwierdza prof. Wojtyniak zaznaczając, że takie właśnie wskaźniki są bardzo przydatne do sporządzania wiarygodnych, użytecznych zestawień oraz porównań między poszczególnymi państwami czy regionami w danym kraju:

– Jeżeli jeden obszar radzi sobie w tej materii dobrze, a inny wypada słabo, powinno to dawać do myślenia decydentom odpowiedzialnym za systemy opieki zdrowotnej.

Okazuje się, że biorąc pod uwagę tzw. współczynnik umieralności mężczyzn w wieku poniżej 75 lat z przyczyn, które można skutecznie leczyć w Polsce, jesteśmy na poziome Czech. W 2017 r. ten współczynnik dla naszego kraju wyniósł 155 (na 100 tys. ludności). Natomiast ta umieralność jest u nas znacznie wyższa niż między innymi w Niemczech (współczynnik 96), Japonii (79) i Szwecji (72 na 100 tys. mieszkańców).

Zapobieganie – dzieli nas przepaść od wielu krajów

Niestety, jak tłumaczy prof. Wojtyniak, jeśli chodzi o zgony osób w wieku do 75 lat, których można było uniknąć wskutek skuteczniejszego zapobiegania i prewencji pierwotnej, od wielu krajów dzieli nas prawdziwa przepaść.

– Ten wskaźnik umieralności jest w naszym kraju aż dwa razy wyższy niż np. w Japonii czy Niemczech, zaś o 40 proc. wyższy niż w Czechach. Mamy więc naprawdę poważne problemy z prewencją, szczególnie w przypadku mężczyzn – podkreśla.

– Natomiast dość optymistyczne jest to, że od początku transformacji ustrojowej w Polsce, zagrożenie życia z powodu chorób układu krążenia, których – m.in. poprzez skuteczne zapobiegania – można uniknąć, bardzo spadło w zestawieniu z nowotworami. Wśród mężczyzn choroby sercowo-naczyniowe – jako przyczyny zgonów – są niemal na tym samym poziomie co choroby nowotworowe – podaje prof. Wojtyniak.

Nadal jednak jesteśmy pod tym względem w znacznie gorszej sytuacji niż między m.in. kraje „starej” Unii Europejskiej, w których choroby układu krążenia nie są już główną przyczyną zgonów.

– Jeśli chodzi o zróżnicowanie województw w zakresie skuteczności prewencji chorób możliwych do uniknięcia – dane jednoznacznie wskazują, że największe pole do poprawy w przypadku zapobiegania chorobom nowotworowych mamy na terenach wiejskich województw warmińsko-mazurskiego oraz zachodniopomorskiego oraz dolnośląskiego – mówi prof. Bogdan Wojtyniak.

Choroby układu krążenia – zadziwiająca sytuacja

Zwraca też uwagą, że w przypadku współczynnika zgonów z powodu chorób układu krążenia możliwych do uniknięcia, mamy do czynienia z „zadziwiającą sytuacją”. Dlaczego? Otóż najgorsza sytuacja pod tym względem – obok województwa warmińsko-mazurskiego (współczynnik 130,7), małopolskiego i śląskiego (w obu regionach po 133) występuje w woj. pomorskim, gdzie współczynnik tych zgonów sięgał w 2017 roku 140,1 i był najwyższy w Polsce.

– Właśnie w tych województwach odnotowano najwięcej zgonów z powodów sercowo-naczyniowych, których można było uniknąć – zarówno poprzez prewencję, jak i skuteczne leczenie – podkreśla.

Z analizy NIZP-PZH wynika, że jeśli w całej Polsce poziom umieralności – wskutek chorób układu krążenia i nowotworów – byłby taki sam, jak w trzech najlepszych pod tym względem województwach, wówczas liczba zgonów, których udałoby się uniknąć w 2017 r. (wśród osób w wieku do 75 lat) wyniosłaby 18,6 tysięcy.

Z przyczyn nieznanych

Prof. Bogdan Wojtyniak przypomina ponadto, że po 2015 roku odnotowano w Polsce znaczny spadek liczby zgonów mężczyzn w grupie wiekowej 25-64 lat z powodu chorób serca. W 2015 r. było statystycznie 149,7 takich zgonów na 100 tysięcy mieszkańców, podczas gdy w roku 2017 – tylko 105,1/100 tys. (spadek aż o 30 proc.).

– Łapaliśmy się za głowy i zaczęliśmy szukać przyczyn tak dużej redukcji liczby zgonów z powodu chorób serca. Zastanawialiśmy się, jakież to działania przyniosły tak znakomite efekty. Po głębokiej analizie okazało się, że w tym samym okresie bardzo wzrosła umieralność z przyczyn niedokładnie określonych – informuje zastępca dyrektora NIZP-PZH.

– Jest więc bardzo prawdopodobne, że część zgonów z powodów sercowo-naczyniowych nagle zaczęto klasyfikować jako zgony z przyczyn niedokładnie określonych. Co więcej, z naszych analiz wynika, że częstość stwierdzania nieokreślonych przyczyn zgonów wzrosła między innymi w szpitalach – mówi prof. Wojtyniak.

To jedna z kluczowych informacji

Dodaje: – Jeżeli człowiek w wieku 25-64 lat umiera szpitalu, a jako przyczynę zgonu wpisuje się „nieznana” lub „niedokładnie określona”, to mamy do czynienia ze skandalem! Musimy w naszym kraju mocno poprawić jakość określania przyczyn zgonu.

Prof. Wojtyniak zaznacza, że jest to bardzo ważna, wręcz kluczowa informacja mówiąca między innymi o skuteczności leczenia poszczególnych chorób i efektywności systemu opieki zdrowotnej.

Przypomnijmy, że w latach 2017 i 2018 zanotowano w Polsce zwiększoną umieralność względem roku poprzedniego. Według danych Głównego Urzędu Statystycznego w 2017 r. było w Polsce o ok. 16 tys. zgonów więcej niż w roku 2016.

Analizy NIZP-PZH wskazują, że największy udział w tym wzroście stanowiły zgony z powodu chorób układu oddechowego; zgony osób po 75. roku życia oraz właśnie zgony z przyczyn niedokładnie określonych.

26 listopada br. Ministerstwo Zdrowia skierowało do konsultacji projekt ustawy, której celem jest stworzenie warunków gwarantujących poprawne określenie przyczyny śmierci przez osobę inną niż sporządzająca kartę zgonu.

W uzasadnieniu projektu oceniono, że „brak jednoznacznej wiedzy o przyczynie śmierci implikuje dezynwolturę w generowaniu danych dotyczących schorzeń generujących najgroźniejszy skutek, jakim jest śmierć na danym makro- i mikroregionie kraju”.

źródło: rynekzdrowia.pl